Archiwum styczeń 2009


sty 04 2009 lykaj69
Komentarze: 1

daniu. Blog zostaje zawieszony na czas nieokreślony. Przepraszam. Zaliczenia, szkoła i wyjazd na święta uniemożliwiają mi kontynuowanie tej historii,a poza tym i tak nie mam weny. Ale coś na pociechę:

www.nic-sie-nie-zmieniaj.blog.onet.pl(blog-pamiętnik)...
www.tak-bardzo-cie-nienawidze.blog.onet.pl (nowy blog- DHL - prowadzony wraz z Haine :))
www.krytyczne-oceniajace.blog.onet.pl ( jestem oceniającą - Aimee. Zgłaszać się :D)

To chyba na tyle :)
Wesołych Świąt.


15 listopada 2008
Rozdział 11 `Ten ból jest zbyt rzeczywisty.`
<!-- DgoPrepare('WindowLoginForum', '<DIV style=\"width:470\"><SPAN class=\"v3b gr\">Zaloguj się</SPAN><BR><IMG src=0 width=10 height=10><BR><FORM target=\"loginframe\" name=\"f_login2\" style=\"display:inline\" method=post action=\"http://secure.onet.pl/forum/login.html\" onsubmit=\"if(document.f_login2.ssl.checked) document.f_login2.action=\'https://secure.onet.pl/index_extended.html\'\"><INPUT type=hidden name=url value=\"http://need-you-my-lover.blog.onet.pl/1,log.html\"><INPUT type=hidden name=errurl value=\"http://need-you-my-lover.blog.onet.pl/-1,log.html\"><INPUT type=hidden name=app_id value=70><INPUT type=hidden name=ok value=\"1\"><INPUT type=hidden name=r value=\"http://need-you-my-lover.blog.onet.pl/1,log.html\"><TABLE width=\"100%\" border=0 cellpadding=0 cellspacing=0><TR valign=top align=left><TD><SPAN class=\"v6b gr\">E-mail</SPAN><BR><INPUT type=text class=\"v2\" id=\"e\" name=\"e\" maxlength=60 size=30 value=\"\"></TD><TD><SPAN class=\"v6b gr\">OnetHasło</SPAN><BR><INPUT type=password class=\"v2\" id=\"p\" name=\"p\" maxlength=60 size=30 autocomplete=off></TD></TR></TABLE><SPAN id=err_login2 style=\"display:none;\" class=\"err\"><img src=\"http://blog.onet.pl/_d/ico/alert.gif\"> Niepoprawne dane</SPAN><IMG src=0 width=10 height=10><BR><table width=\"100%\" border=0 cellpadding=0 cellspacing=0><tr><td background=\"_d/lay/kropkipoziom.gif\"><IMG src=0 width=1 height=1></td></tr></table><IMG src=0 width=10 height=10><BR><DIV align=center><input class=\"g_szary_c_80\" name=\"blogin\" onClick=\"DgoOFF(O(\'WindowLoginForum\'));\" value=\"&nbsp;&nbsp;Anuluj&nbsp;&nbsp;\" type=\"button\"> <INPUT type=submit class=\"g_zolty_c_80\" name=\"blogin\" value=\"&nbsp;&nbsp;OK&nbsp;&nbsp;\"></DIV><IMG src=0 width=14 height=14><BR><DIV align=center><SPAN class=\"v2b gr\">Objaśnienia&nbsp;</SPAN><A rel="nofollow" href=\"javascript:DgoTOG(WindowLoginForum);DgoON(WindowLoginInfo);\"><IMG src=\"http://blog.onet.pl/_d/ico/pytajnik.gif\" border=0></A><IMG src=0 width=3 height=3><BR><INPUT type=checkbox class=\"\" value=0 name=hssl ><SPAN class=\"v2\">Loguj się bezpiecznie</SPAN>&nbsp;&nbsp;<A rel="nofollow" href=\"http://secure.onet.pl/haslo.html\" class=\"v2\">Zapomniałem hasła</A></DIV></FORM></DIV><iframe onLoad=\"logUser();\" style=\"border: 0px solid #FFFFFF;\" border=\"0\" name=\"loginframe\" id=\"loginframe\" width=\"1\" height=\"1\"></iframe>', 0, 1, 1, '\"Anuluj\":\"none\"', 0) // End -->

    Szary dzień, całkowicie odzwierciedlał mój humor. Bladoniebieskie niebo zdawało się płakać wraz ze mną.

Moje serce płakało…

Moje serce cierpiało…

Niech mi ktoś powie, dlaczego to wszystko tak się potoczyło…?  To moja wina…

 

*

2 dni wcześniej :

 

           

Tak bardzo męczy mnie bycie tu
Zduszona przez moje wszystkie dziecięce lęki…

 

            Jak co dzień siedziałam w dormitorium i rozmyślałam nad moją ostatnią rozmową z Ronem. Wyznał mi miłość. Ale to nie ma sensu… Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Żeby był tu Harry… On wiedziałby co zrobić i co powiedzieć. A ja nie jestem nim. Jestem jedną małą istotą, żyjącą w tym ogromnym świecie. Świecie pełnym zła i nienawiści. Miłość powinna być zbawieniem. Nie lękiem. Nie strachem. Poświęceniem…

Bałam się. Czego? Sama nie wiem.

Ten ból jest zbyt rzeczywisty.

 

Bałam się straty najlepszego przyjaciela. Przyznam, że wiele razy kłóciliśmy się o byle błahostkę. Ale zawsze dochodziliśmy do porozumienia. A poza tym przecież miał Lavender. Więc o co w tym wszystkim chodziło? Zadaję dzisiaj zdecydowanie za dużo pytań.

Z moich rozmyślań wyrwał mnie przeraźliwy krzyk. Wzdrygnęłam się. Odgłosy dochodziły z męskiej toalety. Powoli wstałam i udałam się w tamtą stronę.

Otworzyłam drzwi. Na posadzce zalanej krwią leżała Ginny trzymając czyjąś głowę na kolanach. Przyjrzałam się i natychmiast zbladłam. To Ron... Ale jak? To nie możliwe!

– Proszę… Nie żartujcie sobie ze mnie… To nie prawda… Powiedz, że żartujesz!- krzyczałam przerażona do rudej gryfonki. Patrzyła na mnie pustym wzrokiem, a jej twarz była mokra od łez. Upadłam na kolana obok ciała chłopaka. Dotknęłam jego szyi, aby sprawdzić puls. Jego serce przestało bić…

To nie prawda…

 

Złapałam chłopaka za rękę. Była zimna. Obok znalazłam żyletkę.

- Ron, jak mogłeś? – szeptałam. Kręciło mi się w głowie. Nie myślałam już racjonalnie. Wszystko przepadło. Jego już nie ma… Zostawił nas. Swoich przyjaciół.

Ginny podniosła z podłogi zwitek papieru i zaczęła czytać, szlochając…

 

Dlaczego życie tak niesprawiedliwie obdarowuje szczęściem?                                                Dlaczego ci, którzy sobie na nie nie zasłużyli, mają go najwięcej?                                     

I czy istnieje silniejsze uczucie od miłości?                                                                                             Miłości, która przychodzi nagle, i nie chce opuścić serca.                                                       

A gdy owy narkotyk przez duszę pożądany jest niedostępny?...                                             Życie traci sens.
Pami
ętajcie mnie takiego jakim byłem.  Przepraszam.                                                                 

H. – kocham Cię.

Ron.

 

Usłyszałam to, czego nie chciałam usłyszeć. To tak bardzo bolało… Puściłam jego dłoń i wybiegłam z łazienki biegnąc po pomoc. Choć i tak jest już za późno. Za późno, aby coś zmienić.

 


Powrót do teraźniejszości :


            Siedziałam na błoniach i próbowałam zapomnieć. A może życie to sen? Może wszyscy ci ludzie wokół mnie, wszystkie uczucia, doznania, emocje to tylko czyjaś chora zabawa... Sama nie wiem, co myśleć... Cierpię. Tak bardzo. Tak jak jeszcze nigdy. Chciałabym umrzeć za niego. Aby on żył. Chciałabym być jego aniołem stróżem. Wszystkie te wydarzenia i krzyki dźwięczą mi w głowie i nie chcą zostawić w spokoju. Ale śmierć nie jest rozwiązaniem problemów. Chciał sprawić mi ból? Udało mu się…

 

Poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona. Odwróciłam głowę i ujrzałam małą Weasley’ówną. Przysiadła obok mnie i nie odzywała się. A ja nie miałam zamiaru przerywać milczenia.

- Przepraszam. – wydusiła po chwili. Pamiętałam jak oskarżyła mnie o śmierć brata. Nie mówiąc nic przytuliłam ją mocno i rozpłakałam się tak, jak jeszcze nigdy. Ona również uroniła kilka łez, ale głaskała mnie czule po głowie. Potrzebowałam bliskości kogokolwiek. Byłyśmy razem w tej trudnej dla nas chwili.

 

Te rany nie będą zdawały się goić

Za wiele by czas mógł to wymazać.

 

*          



Z punktu widzenia Dracona:


Obserwowałem szlamę i jej przyjaciółkę z drugiej strony jeziora. Śmierć Wiewióra narobiła tylko wszystkim problemów. Chociaż o jednego zdrajcę krwi mniej. Chociaż widząc smutek na twarzy Granger dziwnie się poczułem. Przecież sam ostatnio się jej żaliłem. Doprawdy nie wiem dlaczego. Chyba nawdychałem się czegoś na eliksirach. Samotność to nieodłączny element mojego życia. Kwestia przyzwyczajenia. Szlama też się przyzwyczai. Bywa różnie wiadomo, czasem bywa nie wesoło. Straciła swojego kochasia. Ale nikt go nie zmuszał, żeby się zabijał. Chociaż sam czasami miałem ochotę walnąć go avadą.

 

Na kogo możesz liczyć?
spójrz w przeszłość, znajdź sens
ilu ludzi nienawidzisz? choć byli spełnionym snem
teraz są tylko tłem i zostają ci wspomnienia
wróć pamięcią i zapomnij, w przeszłość zamień to.

 

Spojrzałem w kierunku gryfonek i zauważyłem, że kierują się w stronę zamku. Obszedłem na około jezioro, omijając ze wstrętem wielką kałamarnicę i udałem się w miejsce, gdzie siedziały. Na trawie spostrzegłem kartkę zwiniętą w kulkę. Podniosłem ją i rozwinąłem.

 

 

Gdybyś płakał obtarłabym wszystkie twoje łzy
Gdybyś krzyczał pokonałabym wszystkie twe lęki
Trzymałam cię za rękę przez wszystkie te lata
Ale ty nadal posiadasz mnie całą

Staram się bardzo powiedzieć sobie, że ciebie już nie ma
I chociaż wciąż jesteś ze mną
od samego początku byłam samotna…

 

Poznałem po charakterze pisma, że pisała to Hermiona… Znaczy Granger. Z tego wynika, że tęskni za wiewiórem. Ale co mnie to obchodzi? Niech tęskni za kim chce, byle nie za mną…

 

*

Z punktu widzenia Hermiony:

            Szłam powoli korytarzem podziwiając portrety. Wszystko było takie doskonałe, idealne. Dojrzałam nagle obraz przedstawiający człowieka leżącego na podłodze, na puchatym dywanie. Krew spływała mu z nadgarstka. Nie poruszał się, jak wszystkie inne malowidła Hogwartu. Był martwy…


Te wszystkie słowa, co z tego? Kiedy wydaje mi sie ,ze zniknęło, właśnie wtedy wraca - jak bumerang.


Czułam się tak, jakby inni robili mi na złość. Chcieli, żebym cierpiała !

 

Nagle zza korytarza wyszedł mój przyrodni brat. Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Nie chce litości od prawie obcej osoby! 

- Przykro mi. Moje kondolencje. – zauważyłam na jego twarzy smutek, choć oczy się śmiały.

- Daj mi spokój – warknęłam zirytowana. I odeszłam nawet się nie oglądając…

Chciałam być tam, gdzie nikt nie będzie zakłócał mojego spokoju. Pokój Życzeń.

Chwilę później siedziałam w przytulnym pomieszczeniu. Zwinęłam się w kłębek na wielkim fotelu. Pomyślałam o kakao , ale było to nie możliwe, ponieważ jedzenie jest jednym z pięciu wyjątków od prawa Gampa dotyczącego elementarnej transmutacji.

No trudno. Otworzyłam moją torbę i wyjęłam z niej podręcznik do numerologii. Musiałam się na czymś skupić, aby nie przywoływać wspomnień. Czytałam aż usnęłam. Śnił mi się jakiś koszmar. Ron wyciągał do mnie dłoń, krzycząc ` pomóż mi`, ale ja nie mogłam mu pomóc. Coś mnie powstrzymywało. Próbowałam, ale mój wysiłek nie przynosił skutków. Ron spadł w przepaść, a ja zaczęłam krzyczeć. Na moich rękach dostrzegłam krew. Dużo krwi. Płakałam. Prosiłam, aby mnie ktoś z stąd zabrał. Ale dalej tkwiłam w tym jednym miejscu.

BUM !

Nagle dostałam czymś w głowę. Zwinęłam się z bólu. Łzy popłynęły mi z oczu. Nie mogłam podnieść głowy. Coś złapało mnie w talii i posadziło. Czułam, że na policzku mam odciśniętą książkę. Powoli podnosiłam powieki. Przed oczami mignęło mi coś koloru platyny. O nie… tylko nie on błagam…

- Następnym raz się tak nie drzyj, bo Filch przylezie. Chyba mocno ci przywaliłem, ale nie mogłem cię dobudzić. – odrzekł zirytowany … Malfoy.

- Ja bym miała problemy, nie ty - warknęłam, rozcierając bolące miejsce.

- Mam coś dla ciebie… - powiedział wyciągając jakąś zmiętą kartkę z kieszeni. Podał mi do ręki. To był mój wiersz...

- Skąd to masz?- syknęłam. Byłam strasznie wkurzona i niedaleko mi było do płaczu. Nie miał prawa tego czytać. I skąd wiedział, że to należy do mnie?

- Znalazłem nad jeziorem. – spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Śledzi mnie?

- Yhm. Dzięki. Następnym razem nie dotykaj tego co nie twoje. – odparłam i biorąc torbę, wybiegłam z pokoju. 

- Chciej dobrze, to jeszcze dostaniesz opieprz. – słyszałam go już za drzwiami.

Udałam się do dormitorium. Muszę wysłać list do Harry’ego i Honey. Nie wiedzą co się stało. A wcześniej nie byłam w stanie nic napisać… i muszę wyprasować strój na jutro… i godnie pożegnać przyjaciela...

 

Ty zawsze będziesz ze mną,
w moich myślach i sercu.
Czas nie pozwoli mi zapomnieć,
czas nie ukryje tych pięknych wspomnień.



****

Na pewno was zawiodłam... ta notka należy do jednych z najgorszych na tym blogu. Nie miałam weny,a wzięłam się za pisanie i wyszło coś takiego. Nic innego ostatnio nie potrafię wymyślić. Nie wiem czym to jest spowodowane... Szkoła? Całkiem możliwe... Proszę się nie złościć, że uśmierciłam Rona, ale po prostu nie pasował mi on do mojego opowiadania, a nie mógł przecież przepaść od tak sobie. Jeszcze raz przepraszam... Następna postaram się napisać lepiej.

Dziękuję wszystkim z kim miałam okazję porozmawiać :**

I wszystkim komentującym :):*

hipogryp : :